Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. X

Taymouth Castle Golf and Spa - udzialy i apartamenty
Wielka Brytania
Wielka Brytania
Apartament w centrum Marbelli
Hiszpania
Hiszpania
Golf Villa
Turcja
Turcja
Edificio Rosal
Hiszpania
Hiszpania
Gazules del Sol
Hiszpania
Hiszpania
Azul Beach
Hiszpania
Hiszpania
Elegant Golf Residence
Turcja
Turcja
Media o nas


Warszawa, Costa del Sol czy europejskie Karaiby?

Dorota Kaczyńska 30-06-2012

Wakacyjne apartamenty to oferta dla dynamicznego inwestora – przyniosą wyższe przychody ale są obarczone większym ryzykiem. Osoby liczące na bardziej stabilne zyski powinny szukać ofert w dużych miastach

Przedstawiciele firmy doradczej Wealth Solutions przekonują do inwestowania w nieruchomości na wynajem w krajach unijnych. Ich zdaniem najbardziej dziś atrakcyjną opcją są wakacyjne apartamenty. - O ile zakup domu to spory wydatek, o tyle niewielki apartament znajduje się już w zakresie możliwości finansowych wielu Polaków. Do tego letni sezon turystyczny w krajach leżących np. w basenie Morza Śródziemnego trwa około pół roku, a nad Morzem Czarnym - 4-5 miesięcy. Turyści odpoczywają jednak nawet przy niższych temperaturach, dzięki czemu nieruchomość może być używana nawet cały rok – tłumaczy Piotr Suchodolski z Wealth Solutions. Jednak nie tylko w Unii znajdziemy atrakcyjne oferty.

Blisko plaży

Niekwestionowanym liderem na tym rynku pozostaje Hiszpania, gdzie można kupić lokum nawet poniżej 1 tys. euro za mkw. (ok. 4,3 tys. zł), choć z pewnością tak atrakcyjnej oferty nie znajdziemy w pierwszej linii brzegowej, a takie wynajmują się najlepiej. Apartamenty przy plaży średnio kosztują 3 - 4 tys. euro za mkw.(13 – 17 tys. zł). Na przykład, jak podają przedstawiciele Wealth Solutions, w Alicante 70-metrowy apartament w odległości 1 km od morza kosztuje 75 tys. euro (ok. 323 tys. zł), czyli ok. 1 tys. euro za mkw., podczas gdy na Costa del Sol ceny są już wyższe - 2,7 - 8,5 tys. euro za mkw.( 11,6 – 36,6 tys. zł). Na Teneryfie, w Playa Paraiso, można natomiast kupić 32-metrowy apartament za 60 tys. euro (258 tys. zł), czyli ok. 1,9 tys. euro za mkw. (8,2 tys. zł). - Dla porównania, apartament w Sopocie kosztuje ok. 15-17 tys. zł za mkw., podobnie jak na Wyspach Kanaryjskich – zauważa Piotr Suchodolski.

Co istotne, w ubiegłym roku w Hiszpanii przychody z turystyki były największe ze wszystkich państw europejskich. - Głównym powodem wysokiej stopy zwrotu są ceny kupna nieruchomości, o połowę niższe w porównaniu do ofert z 2008 r., jak i też bardzo długi sezon, trwający od maja do końca października oraz możliwość dotarcia tanimi liniami lotniczymi praktycznie z wszystkich portów Europy. Za apartament nad morzem w cenie 100 tys. euro (ok. 430 tys. zł) możemy uzyskać z wynajmu 500 euro (ok. 22 tys. zł) tygodniowo w sezonie – opowiada Jacek Szyc, właściciel agencji nieruchomości Carisma.

Podaż ofert w Hiszpanii nadal jest bardzo duża, a sprawdza się przede wszystkim bardzo atrakcyjna lokalizacja - oferty w drugiej czy trzeciej linii brzegowej już nie przyniosą takich zysków z najmu i mogą okazać się chybioną inwestycją.

Tanie propozycje czekają też w Grecji i Bułgarii. Np., jak podaje Piotr Suchodolski, apartament o pow. 75 mkw., w wysokim standardzie, znajdujący w prestiżowej części znanego greckiego kurortu Kallikratia, nad Morzem Egejskim kosztuje zaledwie 110 tys. euro (473 tys. zł). Podobnie ceny obowiązują na Cyprze.

Jeszcze taniej jest w Bułgarii. Płacąc 600 euro za mkw. (2,6 tys. zł), można stać się właścicielem apartamentu w trzeciej linii brzegowej, czyli bez widoku na morze, natomiast lokale bezpośrednio nad morzem kosztują średnio 1,5 - 2 tys. euro (6,5 – 8,6 tys. zł) za metr.

Jednak zdaniem Jacka Szyca, Bułgaria - podobnie jak Egipt - nie istnieją na drodze inwestorów. – W tych krajach o klienta konkurują ze sobą biura podróży oferując w niskich cenach pobyt, wyżywienie i przelot. W przypadku najmu prywatnego apartamentu klient płaci sam za wszystko, a lot do Egiptu jest drogi. Do niedawna popularna była również Chorwacja. Ale ceny nie spadły tam tak bardzo jak w Hiszpanii, przez co automatycznie spadło zainteresowanie nieruchomościami - tłumaczy Jacek Szyc. Dodaje, że w przypadku Grecji czy Portugali, potrzeba jeszcze co najmniej dwóch lat by inwestorzy zaczęli być bardziej aktywni.

Gwarantowane zyski

Tymczasem, to właśnie w egipskiej Hurghadzie przedstawiciele biura Nieruchomości za Granicą upatrują dziś najwyższych zysków z najmu, przy jednocześnie niskiej cenie kupna mieszkania.

– Półtora roku temu, gdy w Egipcie rozpoczęła się rewolucja, liczba turystów nieco zmalała ale trwało to 2-3 miesiące, po czym sytuacja wróciła do normy i niemal tyle samo turystów zaczęło tu przyjeżdżać co przed rewolucją. Hurghada jest nadal jednym z najbardziej popularnych kurortów turystycznych wśród Europejczyków, a od chwili ogłoszenia nowego prezydenta Egiptu notowania na giełdzie idą cały czas w górę - opowiada Joanna Kaczyńska, dyrektor biura Nieruchomości za Granicą.

Szacuje, że zysku z najmu najtańszych nieruchomości, np. kawalerka typu studio za 7,5 tys. funtów brytyjskich, czyli ok. 40 tys. zł, przyniosą 10 – 15 proc. stopę zwrotu w skali rocznej. Większe, droższe i o wyższym standardzie lokale przyniosą nieco niższą stopę zwrotu. – Na lokale w kompleksie hotelowym Royal Beach, na które jest obecnie największy popyt, nabywcy otrzymują gwarantowany zysk z najmu do 8 proc. Sami mogą z apartamentu korzystać przez 3 - 4 tygodnie w roku. Najtańsze apartamenty kosztują 28 tys. funtów (148,4 tys. zł) – opowiada Joanna Kaczyńska.

Dodaje, że niezłe zyski, ale przy znacznie droższych cenach kupna, przyniosą również lokale w apartamentowcach na Wyspach Zielonego Przylądka. Na Capo Verde, nazywanych często Karaibami Europy, trzy pokojowy apartament kosztuje 185 tys. euro (niecałe 800 tys. zł), a kawalerka typu studio – 140 tys. euro (ok. 602 tys. zł). Tu również można zyskać z najmu ponad 9 proc. wartości kupna lokum w skali roku, a właściciele mają je do własnej dyspozycji przez 5-6 tygodni.

- Nabywców ostatnio przyciągnęła inna z naszych ofert - apartamenty lub udziały w nich - w inwestycji w Walii. Koszt udziału w takim apartamencie wynosi np. 30 tys. funtów (ok. 160 tys. zł). Kupujący wpłaca 50 proc. tej ceny, a pozostałą połowę spłaca przez 10 lat przy pomocy kredytu deweloperskiego, który nie jest oprocentowany. Przez pierwsze 15 lat właściciel uzyskuje gwarantowane zyski 10 proc. rocznie, a jeśli za 15 lat będzie chciał odsprzedać swój udział, deweloper oferuje gwarancje odkupienia w wysokości 150 proc. zapłaconej ceny. Łatwo więc obliczyć, że po 15 latach do naszej kieszeni trafi 60 tys. funtów (318 tys. zł), a gwarantowany najem przyniesie w tym czasie kolejne 45 tys. funtów (niemal 240 tys. zł). Jest to więc inwestycja o bardzo niskim ryzyku i dlatego tak popularna – przekonuje Joanna Kaczyńska.

Na drugiej półkuli

Tymczasem, zdaniem Bartłomieja Maczaluka, przedstawiciela firmy Rellox, można nieźle zarobić na nieruchomościach w austriackich Alpach. – Dochód z najmu sięga tu ok. 7 proc., gdyż kurorty alpejskie cieszą się obłożeniem zarówno w zimie jak i w lecie – zapewnia Maczaluk. Koszt 2-3 pokojowego apartamentu w Alpach to wydatek co najmniej ok. 120 tys. euro (516 tys. zł). – Popyt na nieruchomości na wynajem w Alpach jest duży. Według naszych szacunków popyt wzrósł o ok. 10 proc. w porównaniu do ostatniego roku – szacuje Maczaluk.

Jeszcze więcej można zarobić na drugiej półkuli. – W USA kupno domu czy mieszkania w dużych miastach typu jak Las Vegas, Orlando czy Detroit, może przynieść nawet 15 proc. stopę zwrotu w ciągu roku. – Jednak w tym przypadku transakcje są dość ryzykowne, możemy np. trafić na niepłacących najemców – zaznacza Bartłomiej Maczaluk.

Jak na tym tle wypada Polska? W kurortach turystycznych (Świnoujście, Sopot, Kołobrzeg, Zakopane, Karpacz, Krynica Zdrój), gdzie sprzedawcy deklarują średni przychód na poziomie 6 - 7 proc., najwyższe stopy zwrotu dochodzą do 10 proc. Znacznie trudniej zarobić w dużych aglomeracjach, gdzie analitycy Metrohouse& Partnerzy szacują rentowność z najmu na poziomie 3,2 (Kraków) – 4,9 proc. (Wrocław) w skali roku. Wbrew tym statystykom, liczba inwestorów na tym rynku rośnie. – Wprawdzie jeszcze trudno nazwać to ożywieniem, ale pojawiają się osoby deklarujące chęć zakupu mieszkania jako inwestycji. Wynika to z faktu osłabienia sprzedaży mieszkań – w takich sytuacjach zazwyczaj rynek wynajmu prosperuje lepiej, bo więcej osób wstrzymując decyzję o zakupie kieruje swoją uwagę na wynajem. Nadal jednak rentowność najmu utrzymuje się na niezbyt satysfakcjonującym poziomie, co ostudza zapędy inwestorów. Obecnie więcej zyskamy na lokacie – mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse& Partnerzy.

Stabilne lub ryzykowne

Niejeden inwestor staje przed dylematem - apartament w wakacyjnym kurorcie czy w biznesowej aglomeracji?

Warto mieć na uwadze, że średnie stopy zwrotu w dużych miastach są przeważnie niższe, na przykład w większości niemieckich miast Berlin, Monachium czy Frankfurt oscylują na poziomie ok. 5 proc. rocznie. Również apartamenty w Paryżu czy w Londynie przyniosą 3-4 proc. stopę zwrotu rocznie a więc podobnie jak w Krakowie czy Warszawie (4,2 proc.).

- Z drugiej strony przychody z najmu w miastach są mniej ryzykowne niż kontrakty w wakacyjnych ośrodkach, a umowy najmu długoterminowe, niezależne od pogody itd. Więc dla bardziej dynamicznym inwestorom polecam kurorty turystyczne, a konserwatywnym – duże aglomeracje – sugeruje Bartłomiej Maczaluk.

Inną alternatywą są miasta, w których prężnie działają różne ośrodki akademickie. Np., jak twierdzi Joanna Kaczyńska, inwestorzy w Wielkiej Brytanii coraz chętniej kupują mieszkania z myślą o wynajmie studentom. – Zyski z takiej inwestycji również są dość wysokie, ale należy dokładnie zapoznać się z realiami danego rynku nieruchomości i sprawdzić przede wszystkim czy podaż nie góruje nad popytem – zaznacza Kaczyńska.

Przy zakupie nieruchomości w celach inwestycyjnych warto w kosztorysie uwzględnić dodatkowe wydatki, np. opłatę notarialną, podatek od czynności cywilno-prawnych czy sumę jaką pochłonie obsługa prawna. – Koszty transakcyjne są bardzo zróżnicowane i przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy zapoznać się z lokalnymi uwarunkowaniami. Np. w Bułgarii stanowią 4-5 proc. ceny transakcyjnej, natomiast w Hiszpanii 7-9 proc., a w Grecji nawet 16 proc. Do końca 2012 r. obowiązuje jednak w Hiszpanii niższy podatek VAT od zakupu nieruchomości, co ma zachęcić do inwestowania w tym kraju – wylicza Piotr Suchodolski.




Apartamenty za granicą nie zawsze przynoszą zysk

Małgorzata Ciechanowska

2012-03-23

Dom lub mieszkanie za granicą może niewiele kosztować. Niekiedy więcej płaci się za jego utrzymanie.

Inwestowanie w nieruchomości zagraniczne przestało być traktowane jako luksus. Kryzys, który dotknął światowy rynek nieruchomości, spowodował znaczny spadek cen lokali zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. To z kolei zachęciło inwestorów do lokowania kapitału w sektor nieruchomości, zwłaszcza w krajach rozwijających się.

Niewielki budżet

Najtaniej jest w Bułgarii, gdzie niewielkie mieszkanie w nowym budynku w Słonecznym Brzegu można kupić już za niecałe 100 tys. zł. Niestety Bułgaria ostatnio straciła na popularności, bo duża podaż lokali powoduje, że mieszkanie trudno później wynająć, a tym bardziej sprzedać. Teraz największym zainteresowaniem inwestorów cieszy się Egipt, gdzie ceny nieruchomości zaliczają się do najniższych.

— Kawalerkę można znaleźć już za nieco ponad 30 tys. zł. Dwupokojowy apartament kosztuje około 46 tys. zł, a apartament z trzema pokojami ponad 90 tys. zł. Wszystkie mieszkania są wykończone, trzeba tylko zadbać o meble. Co więcej, jest gwarancja, że deweloper zrealizuje inwestycję solidnie i na czas — podkreśla Joanna Kaczyńska, dyrektor generalny portalu Nieruchomości za Granicą.

Najdrożej jest w Grecji. Ćwierć miliona złotych to minimalny budżet, z jakim można szukać niewielkiego lokalu w najpopularniejszych miastach Krety.

Długoletnia inwestycja

Niestety, choć kupić można tanio, na wzrost wartości nieruchomości trzeba długo czekać.

Od zagranicznych nieruchomości mogą odstraszać inwestorów prognozy analityków, którzy spodziewają się dalszej korekty cen w wielu krajach. Na przykład w Hiszpanii, zgodnie z rządowymi szacunkami, przynajmniej do 2014 r. ma trwać wchłanianie przez rynek obecnej podaży nieruchomości (ich liczba w połowie 2011 r. była szacowana na 0,7 mln).

W Bułgarii i Chorwacji pośrednicy wciąż mówią o niewielkiej liczbie zawieranych transakcji. Według badania przeprowadzonego przez „Croatian Times”, przeciętna nieruchomość w Chorwacji będzie w 2012 r. o 8 proc. tańsza niż w 2011 r. Większość obserwatorów rynku nie spodziewa się też wzrostu cen nieruchomości związanego z przystąpieniem Chorwacji do Unii — ocenia Bartosz Turek, analityk agencji Home Borker.

Uwaga na kurs

Inwestując w nieruchomości wakacyjne, należy też zwrócić uwagę na konsekwencje wahań kursowych. Tendencja do spadku wartości złotego sprzyja takim inwestycjom, gdyż zarówno przeliczony na złote czynsz najmu, jak i wyrażona w złotych wartość nieruchomości za granicą rosną wraz z kolejną przeceną naszej waluty.

Odwrotna sytuacja miałaby natomiast miejsce w przypadku umocnienia złotego. Wpływ zmian kursowych z ostatnich lat na rentowności inwestycji w zagraniczne nieruchomości warto prześledzić na konkretnym przykładzie.

Dla uproszczenia przyjmiemy, że wartość nieruchomości wyrażona w euro jest stała, a zmienia się jedynie kurs walutowy. Gdyby polski inwestor wydał na mieszkanie za granicą 100 tys. euro w czerwcu 2001 r., to faktycznie ulokowałby w niej 335 tys. zł. Zmiany na rynku walutowym w kolejnych miesiącach powinny go cieszyć. W lutym 2004 r. euro kosztowało już 4,9 złotego. W efekcie 100 tys. euro ulokowane w mieszkaniu warte byłoby aż 490 tys. złotych. Ale gdyby dokonał inwestycji na przykład na początku 2004 r. przy kursie 4,9 zł za euro i chciał ją zamknąć pięć lat później, gdy kurs oscylował w okolicach 3,2 zł za euro, poniósłby sporą stratę — wyjaśnia Bartosz Turek.

Wahania kursowe mają duże znaczenie także w przypadku kosztów zarządzania nieruchomością.

Mogą być one sporo wyższe niż w Polsce, szczególnie, jeśli właściciel rzadko odwiedza swój lokal. Firma specjalizująca się w obsłudze mieszkań i dbająca o ich wynajem pobiera wynagrodzenie bez względu na to, czy znajdzie najemcę, czy nie — ostrzega Paweł Grząbka, prezes CEE Property Group.

Trudno o kredyt

Banki w Polsce rzadko udzielają kredytów na nieruchomości za granicą, nawet jeśli lokale znajdują się w innym kraju członkowskim Unii Europejskiej. Warunkiem udzielenia pożyczki w niektórych instytucjach (np. w Deutsche Banku) jest zabezpieczenie kredytu inną nieruchomością mieszkaniową (dom, mieszkanie) znajdującą się w Polsce.

Ograniczenia kredytowania zagranicznych nieruchomości wynikają z trudności, jakie mogłyby się pojawić przy ewentualnej windykacji. Ponadto w przypadku problemów finansowych kredytobiorcy istnieje duże prawdopodobieństwo, że taki kredyt przestałby być spłacany jako pierwszy. Strata zagranicznej nieruchomości byłaby mniej bolesna niż utrata lokalu będącego miejscem zamieszkania.

Okiem eksperta

Wszystko warto sprawdzić

Renata Robaszewska

Radca prawny w kancelarii Robaszewska & Płoszka. Radcowie Prawni

Planując kupno nieruchomości za granicą, należy sprawdzić, czy cudzoziemiec w ogóle może ją nabyć w danym kraju. W wielu państwach to zabronione lub znacznie ograniczone. Obostrzenia mogą dotyczyć określonych rodzajów nieruchomości (np. rolnych, o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa państwa lub przeznaczonych pod konkretny rodzaj inwestycji).

Przed transakcją warto się także zorientować, jaki jest stan prawny nieruchomości oraz czy potwierdzają go dane zawarte w oficjalnych rejestrach i dokumentach dotyczących własności. Istotne jest również ustalenie, czy nieruchomość lub sprzedający nie są obciążeni długami, które przejdą na kupującego. Należy też oszacować koszty dodatkowe związane z nabyciem (lokalne opłaty, podatki i prowizje), jak również z utrzymaniem nieruchomości (opłaty za administrowanie, podatki od nieruchomości).




Jak zarobić na wakacjach

Małgorzata Ciechanowska

2011-09-23

Prywatny apartament w pięknym zakątku Polski albo Bułgarii czy Hiszpanii. A może pokój w hotelu, który czasem będziemy wynajmować, a czasem sami w nim gościć? Możliwości jest naprawdę wiele

Własna wakacyjna nieruchomość to marzenie wielu. Marzenie, które daje się świetnie połączyć z zarabianiem. Może dlatego mieszkania w atrakcyjnych turystycznie miejscowościach cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Kupimy je zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Kawałek hotelowego tortu

Nową formą inwestowania jest apartament w condohotelu. – Condohotel ma standard tradycyjnego hotelu, ale pokoje i apartamenty są własnością indywidualnych inwestorów. Właściciel lokalu może zarabiać na wynajmie, a także korzystać z niego jako gość w określone dni w roku. W tym czasie nie bierze udziału w podziale zysków z działalności hotelowej. Połowę przychodów z wynajmu zatrzymuje operator hotelu, pozostałą kwotę dzieli między właścicieli apartamentów zależnie od ich metrażu. Im apartament jest większy, tym większy udział w zysku – wyjaśnia Dorota Malinowska, konsultant ds. nieruchomości hotelowych w firmie Cushman & Wakefield. Obecnie w systemie condo działa w Polsce już ponad 150 obiektów. Większość z nich to hotele cztero- lub pięciogwiazdkowe, jak np. hotel Marine i Sand Hotel w Kołobrzegu, Platinum i Willa Port w Ostródzie czy Bellamonte w Zakopanem. Zdaniem Kamili Góreckiej-Kirwiel ze spółki Condohotels Group nieruchomościami wakacyjnymi interesują się głównie zamożni klienci, dlatego ten sektor jest mniej zależny od wahań koniunktury. – Oferujemy pokoje i apartamenty condo w Hotelu Platinum Aqua Fun & Events w Ostródzie. Ich właściciele będą mogli liczyć na zyski sięgające 10-11 proc. rocznie. W naszej poprzedniej inwestycji Willa Port Conference Resort & SPA gwarantowaliśmy zwrot 25 proc. zainwestowanego kapitału w trzy lata – podkreśla Kamila Górecka-Kirwiel. Inną możliwością inwestowania na rynku nieruchomości wakacyjnych jest zakup tradycyjnego apartamentu w nowo budowanych obiektach w atrakcyjnych miejscowościach turystycznych w Polsce i za granicą. W tym wypadku deweloperzy często oferują również usługę pośrednictwa w wynajmie. – W hotelu Baltic Park w Świnoujściu obłożenie apartamentów na wynajem wynosi ponad 55 proc., co przy przeciętnych cenach wynajmu 300 zł za dobę pozwala uzyskać ponad 7 proc. stopy zwrotu rocznie, a to dużo więcej niż na lokacie bankowej. W tym roku wszystkie apartamenty już od kwietnia były zarezerwowane na cały sezon. Ponadto rozwój innych usług turystycznych: restauracji, kawiarni, biur turystycznych, które oferują wycieczki, powoduje znaczne przedłużenie sezonu – mówi Jacek Twardowski, dyrektor zarządzający z firmy Kristensen Group, która jest inwestorem Baltic Parku.

Profity z plaży i morza

Zdaniem deweloperów popyt na wakacyjne apartamenty nie słabnie. – W condohotelu Willa Port w Ostródzie wszystkie lokale są już sprzedane, choć obiekt został oddany do użytku dopiero w styczniu tego roku – mówi Kamila Górecka-Kirwiel. Równie szybko sprzedały się apartamenty w Rezydencji Park w Mielnie, której inwestorem jest spółka Mielno Holding – Firmus Group. Budowa zakończyła się w lipcu. Wszystkie lokale wykończone są pod klucz. – W ramach całorocznej obsługi inwestycji przygotowaliśmy też pakiet zarządzania apartamentami pod wynajem dla tych klientów, którzy planują zakup mieszkań nie tylko na własny użytek, ale też jako inwestycję – mówi Cezary Kulesza, kierownik działu marketingu i sprzedaży Mielno Holding – Firmus Group. W czerwcu w Mielnie budowę apartamentowca rozpoczęła spółka Dune zachęcona sprzedażą lokali w swojej poprzedniej inwestycji Rezydencja Park. Nowy budynek będzie usytuowany 200 metrów od plaży. W podobnej odległości od morza, ale w Dziwnówku, wybuduje apartamenty firma Kristensen Group. – Apartamenty Przy Morzu pod względem wielkości i ceny będą dostosowane do możliwości średniozamożnych rodzin. Dwupokojowy apartament z dużym tarasem położony 50 metrów od plaży będzie kosztować 260 tys. zł brutto – zapowiada Jacek Twardowski. Niestety nie wszędzie sprzedaż idzie tak dobrze. W 2007 roku w Węgorzewie oddano do użytku Apartamenty Żeglarskie Vęgoria. W budynku znajduje się 41 lokali, właścicieli znalazło na razie kilkanaście.

Okazje za granicą

W ostatnim czasie pojawiła się sposobność inwestowania w lokale zagraniczne. Największym i jednocześnie najtańszym rynkiem nieruchomości wakacyjnych jest Bułgaria. Blisko 35-metrowy apartament w nowym budynku kosztuje tam około 100 tys. zł. Według serwisu otoDom.pl największy wybór mieszkań jest w kurorcie Słoneczny Brzeg. – Rynek nieruchomości w Bułgarii szybko się rozwija. Powstają tu nowe apartamentowce, rozbudowuje się infrastruktura turystyczna i rekreacyjna – mówi Stanisław Lewicki, ekspert ds. zagranicznych rynków nieruchomości i szef agencji nieruchomości ILS Poland. Coraz większą popularność zyskuje również Turcja, która jest nieco droższa niż Bułgaria. Piotr Kotwicki, dyrektor serwisu otoDom.pl, zapewnia, że i tutaj można trafić na cenowe okazje. Studio w apartamentowcu położonym 500 metrów od morza kosztuje około 125 tys. zł. Atrakcyjna jest też Hiszpania, gdzie na 40-metrowy apartament trzeba wydać 200 tys. zł. – Ci, którzy nie chcą na własną rękę zajmować się wynajmem lokalu, powinni rozważyć kupno mieszkania z gwarancją zysków z wynajmu lub skorzystać z usług wyspecjalizowanej firmy. Najwięcej takich ofert jest w Egipcie, Grecji i we Francji – radzi Joanna Kaczyńska, dyrektor generalny portalu Nieruchomoscizagranicą.pl firmy Sun Invest International.



 

Ile zysku z wynajmu mieszkań w Europie

Dorota Kaczyńska 22-10-2011

Inwestorzy zainteresowani lokalami na wynajem, koncentrują się głównie na okazjach, jeśli muszą posiłkować się kredytem. Duże zyski mogą przynieść oferty w Hiszpanii

Inwestowanie w mieszkania na wynajem przynosi dziś więcej strat niż zysków w Warszawie, w której stopa zwrotu z inwestycji wynosi ok. 5-7 proc. Na podobny zysk mogą liczyć właściciele mieszkań w Londynie, Paryżu czy Rzymie. (ok. 4-6 proc.) Znacznie więcej zarobią właściciele apartamentów w Madrycie, gdzie przy niskich cenach sprzedaży można nawet zarobić 10-15 proc. w skali roku.

Warszawa

W Warszawie, najbardziej popularne na rynku najmu mieszkania, czyli dwa pokoje w centralnych dzielnicach kosztują, według wyliczeń analityków spółki Emmerson, od 187 tys. zł do... 3,9 mln zł. Jak widać, różnica cen między najtańszym i najdroższymi dwupokojowymi ofertami jest kolosalna. Średnie stawki za dwa pokoje, w centrum miasta oscylują na poziomie ok. 500 tys. zł. Na przykład, za mieszkanie na Woli o pow. 56 mkw., w inwestycji planowanej do oddania w 2013 r., zapłacimy 516 tys. zł; za lokal z 1930 r. o pow. 47 mkw., w Śródmieściu, zapłacimy za 516 tys. zł – podają przedstawiciele firmy Emmerson.

Miesięczny czynsz za dwa pokoje w tych lokalizacjach wynosi od co najmniej 1,7 tys. zł – np. za tyle można wynająć mieszkanie na Żoliborzu, o pow. 35 mkw. z 1935 r. - do 12 tys. zł – to koszt lokalu o pow. 122 mkw. z 2003 r. w Śródmieściu. Jak widać, tu różnice są również niemałe. Średni czynsz ofertowy wynosi ok. 2,7 tys. zł miesięcznie. Za taką stawkę można np. wynająć dwa pokoje z 2000 r. o pow. 62 mkw. w Śródmieściu.

Przy obecnych stawkach sprzedaży i najmu kupno lokum na kredyt z przeznaczeniem na wynajem kompletnie się nie opłaca.

- Inwestycje pod wynajem to domena osób kupujących za gotówkę. Przy minimalnej stopie zwrotu, wynoszącej obecnie 5 proc. rocznie, taka inwestycja ma sens, jeśli finansuje się ją z własnych środków. Z drugiej strony, ciągle rośnie liczba mieszkań wystawianych na sprzedaż, co może skutkować dalszym spadkiem cen. W standardowej symulacji kredytu w wysokości 500 tys. zł na 30 lat, rata miesięczna wyniesie ok. 3 tys. zł (kredyt złotówkowy) lub 2,4 tys. zł (kredyt w euro). Jeśli za wynajęcie mieszkania w tej cenie można uzyskać ok. 2,7 tys. zł miesięcznie, wnioski nasuwają się same – mówi Waldemar Oleksiak, pełnomocnik zarządu w spółce Emmerson.

Rzym i Paryż

Najbardziej popularne wśród Polaków stolice to m.in. Rzym i Paryż. W tych miastach można jednak liczyć na podobne zyski z najmu jak w Warszawie – 4-6 proc. w skali rocznej. Jak podaje Joanna Kaczyńska, dyrektor generalny spółki Nieruchomości Za Granicą, w najbardziej centralnych dzielnicach tych miast, ceny za lokale dwupokojowe, z rynku wtórnego wynoszą 350-400 tys. euro. czyli ok. 1,5-1,8 mln zł. Za tyle można kupić 2-3 podobne lokale w Warszawie

- Z tego tez powodu coraz więcej klientów decyduje sie na zakup nieruchomości na obrzeżach miast, lub w odległości ok. 20-30 minut jazdy od centrum. Na przykład w Rzymie, na obrzeżach miasta, w kierunku wybrzeża morskiego, można kupić mieszkanie czy nawet dom szeregowy z drugiej ręki, ok. 5-10 minut pieszo od plaży, już za 180-200 tys. euro, czyli za 792-880 tys. zł. Za taką kwotę można również nabyć trzypokojowy apartament z rynku pierwotnego. Takie lokale wakacyjne, blisko miasta, dobrze się wynajmują – tłumaczy Joanna Kaczyńska.

Natomiast w Paryżu dwa pokoje kosztują od ok. 600 tys. zł. Np. w Colombes, dzielnicy znajdującej się ok. 10 min. jazdy samochodem od La Défense, dzielnicy stanowiącej główne centrum biznesowe we Francji, można kupić mieszkanie w systemie tzw. leaseback, czyli z gwarantowanym zyskiem najmu, który wynosi ok. 4 proc. nieruchomości. Za dwa pokoje w tym przypadku zapłacimy co najmniej 140 tys. euro, czyli ok. 616 tys. zł

Warunki uzyskania kredytu w krajach UE są podobne do tych stawianych przez banki w Polsce. Zdaniem Joanny Kaczyńskiej, na najmie można zdecydowanie zarobić, nawet kredytując przedsięwzięcie - Na przykład we Francji można uzyskać kredyt przy oprocentowaniu od 2,7 proc. – tłumaczy Joanna Kaczyńska. Dodaje, że coraz więcej klientów kupuje nieruchomość w stołecznych miastach UE.

- Są to bardzo często przedsiębiorcy, którzy szukają drugiego domu w mieście, gdzie prowadza swoja działalność. Druga grupa to osoby, których marzeniem był zakup nieruchomości w danym mieście, najczęściej w Paryżu lub Rzymie. Tacy klienci wynajmują turystom lokum czy dom przez kilka pierwszych lat, korzystając z niego tylko kilka tygodni w roku, często jednak z zamiarem zamieszkania na stałe na emeryturze – opowiada Joanna Kaczyńska.

Madryt

W stolicy Hiszpanii kawalerki pow. 35-40 mkw. kosztuje co najmniej 130-140 tys. euro (572–616 tys. zł), za dwa pokoje zapłacimy 200-250 tys. euro (880 tys.1,1 mln zł), a za mieszkania trzypokojowe zapłacimy min. 300 tys. euro (ok. 1,3 mln zł). W centralnych dzielnicach Madrytu trudno znaleźć ofertę na rynku pierwotnym, jeśli takie okazje się zdarzają - wówczas cena mieszkania dwupokojowego przekracza 400 tys. euro, czyli ok. 1,8 mln zł.

- Najchętniej wynajmują się lokale położone najbliżej centrum, z oczywistych względów: w centrum koncentrują się niemal wszystkie atrakcje turystyczne, instytucje finansowe, placówki dyplomatyczne, administracja państwowa, punkty usługowo-handlowe itd. Przy wynajmie wakacyjnym nie wolno zapominać o dobrym marketingu miejsca - hotele, hostele oferują zakwaterowanie już od 30 euro za dobę (ok. 132 zł). Konkurencja jest spora, więc trzeba znaleźć taką nieruchomość, która będzie przyciągać turystów – tłumaczy Małgorzata Wargocka-Borska, przedstawicielka firmy Casa en Sol.

Jej zdaniem, roczna stopa zwrotu z tego typu inwestycji jest dość wysoka, wynosi od 10-15 proc. w skali roku, niezależnie od typu wynajmu. - Najchętniej wynajmowane są mieszkania trzypokojowe w przypadku umów długoterminowych, natomiast przy wynajmie turystycznym największym powodzeniem cieszą się kawalerki oraz dwa pokoje. Najczęściej czynsz pokrywa ratę kredytową. W Madrycie, banki licytują przejęte nieruchomości, tak samo jak na wybrzeżach, tak więc inwestor w takim przypadku może liczyć na preferencyjne warunki kredytu – dodaje Małgorzata Wargocka-Borska.

Jednak jej zdaniem, Polacy rzadko inwestują w tym mieście – Większą popularnością cieszą się oferty w Barcelonie, gdzie wynajem krótkoterminowy można bardzo łatwo połączyć z wynajmem długoterminowym, ze względu na lokalizację. Do Barcelony przyjeżdża się zarówno mieszkać, pracować, studiować, jak i wypoczywać. Madryt nie spełnia wszystkich tych funkcji jednocześnie, głównie przez brak dostępu do morza – wyjaśnia Małgorzata Wargocka-Borska

Kredyt, jak wyjaśnia Anna Nowakowska z biura Nieruchomości Carisma, można uzyskać na 60–70 proc. wartości nieruchomości. Oznacza to, że inwestor na takie przedsięwzięcie musi mieć w kieszeni ok. 60–100 tys. w przypadku dwupokojowego mieszkania wartości ok. 1 mln zł.



 

Zdaniem Eksperta

Polacy inwestują na świecie

Nadmorskie apartamenty to luksus, prestiż i doskonała lokata kapitału. Malownicze rezydencje z bajecznym widokiem na morze coraz częściej wybierają również Polacy. Najchętniej kupują te zlokalizowane w Hiszpanii i Grecji.

Joanna Kaczyńska,

Dyrektor Generalny firmy Nieruchomości Za Granicą

Klienci kupując nieruchomość za granicą zwracają uwagę na dogodny dojazd.

Z tego względu w Europie najpopularniejszymi kierunkami są Włochy, Grecja,

Francja i oczywiście Hiszpania. Turcja, kilka lat temu niezwykle popularna, ponownie powraca jako lider rynku pośród ofert bardziej egzotycznych.

Co więcej, Polscy klienci coraz częściej inwestują w krajach azjatyckich,

np. Tajlandii czy Indonezji.

Jeśli chodzi o ekskluzywne oferty w Europie najnowszy trend to kupowanie nieruchomości na Wyspach Zielonego Przylądka. Ten kraj, nazywany często Karaibami Europy, położony jest poniżej Wysp Kanaryjskich, na wysokości geograficznej Senegalu, dzięki czemu pogoda gwarantowana jest przez 365 dni w roku.

Aby stać się właścicielem luksusowej nieruchomości w jednym z 5* resortów, trzeba

mieć minimum 516 100 zł.

Grecja to kolejny ulubiony kierunek Polaków. Resorty położone w pierwszej linii brzegowej z prywatną plażą, Mariną i Spa cieszą się największym zainteresowaniem. Za penthouse z widokiem na morze na wyspie Samos, z którego właściciel będzie chciał korzystać cały rok trzeba zapłacić minimum 781 260 zł.



 



Francja: różnorodność oferty nieruchomości i wsparcie dla inwestorów

Programy Leaseback są doskonalą ofertą dla osób, które chcą korzystać nieruchomości przez część roku, a w pozostałym okresie uzyskiwać zyski z wynajmu.

We Francji każdy znajdzie nieruchomość dla siebie, wielbiciele słońca mogą zakupić nieruchomość na Lazurowym Wybrzeżu; osoby preferujące większą zmienność klimatu zainteresują się nieruchomości we Francji nie jest skomplikowany i w większości odbywa się poprzez agencje nieruchomości. Przykładem sprawdzonej agencji obsługującej inwestorów z Polski jest firma „Nieruchomości za Granicą” organizująca także wyjazdy inwestorskie do Francji.

Proces zakupu nieruchomości jest podobny jak w Polsce. Kupujący i sprzedający podpisują wstępną umowę zakupu w obecności notariusza. W tym momencie kupujący wpłaca zadatek – w wysokości 10% wartości nieruchomości. Następnie notariusz wyznacza termin podpisania ostatecznej umowy zakupu. Przy podpisaniu umowy ostatecznej należy wpłacić pozostałą kwotę oraz uregulować koszty notarialne i prawne. Koszt notarialny nie jest niski, może wynosić od 2-8% wartości nieruchomości (im tańsza nieruchomość, tym wyższy procent). Dodatkową opłatą może być koszt zlecenia asysty prawnej niezależnemu prawnikowi (1- 2%). Dla pewności transakcji, „Nieruchomości za Granicą” zawsze rekomendują klientom takie rozwiązanie. Kredyty hipoteczne – są szeroko dostępne we Francji i obecnie można uzyskać kredyt na 70- 95% wartości nieruchomości, a oprocentowanie może oscylować wokół 2.4%.

Koszty prowizji agencji – najczęściej są już wliczone w cenę w przypadku nieruchomości mieszkaniowej, ale zawsze warto o to zapytać. Cały proces zakupu, od momentu decyzji o zakupie nieruchomości do podpisania umowy ostatecznej, powinien potrwać około trzech miesięcy.

Rynek wtórny czy pierwotny?

Na nieruchomości z rynku wtórnego decydują się najczęściej osoby, które szukają stylowych apartamentów lub willi z „klimatem”. Z drugiej strony - coraz więcej inwestorów decyduje się na zakup nieruchomości we Francji w nowych resortach wakacyjnych w tzw. programach leaseback. Programy leaseback są doskonalą ofertą dla osób, które chcą korzystać z nieruchomości przez część roku, a w pozostałym

okresie uzyskiwać zyski z wynajmu. Zyski z wynajmu mogą wynosić nawet do 5-6% wartości nieruchomości rocznie i są gwarantowane do 9 lat.

W przypadku zakupu nowej nieruchomości we Francji – należy zapłacić podatek VAT w wysokości 19.6%. Niedawno rząd Francji wprowadził ustawę, dzięki której kupującym w programie leaseback zwracany jest zapłacony podatek VAT.

Leaseback obejmuje najczęściej nieruchomości posiadające wiele udogodnień w obiekcie: baseny, restauracje, bary. Przykładowy kompleks objęty tym programem to „Cote Green” na południu Francji, gdzie najtańszy apartament kosztuje już od 80.000 EUR, a gwarantowany, roczny zysk z wynajmu wynosi 4.2% w ciągu kolejnych 9 lat.

Najbardziej popularnym regionem wśród polskich inwestorów jest nadal Lazurowe Wybrzeże. Ostatnio jednak coraz bardziej doceniana jest Languedoc-Roussillon. Nieruchomości w tym regionie są tańsze, a klimat podobny do tego na Lazurowym Wybrzeżu. Równie popularne wśród Polaków są resorty narciarskie w Alpach.

W ofercie polskich biur nieruchomości jest wiele ofert leaseback w popularnych resortach narciarskich. Do najciekawszych według „Nieruchomości za Granicą” należą programy w Megeve, Belle Plagne i St Foy, położone bezpośrednio obok

Val d’Isere i Les Arcs. Ceny zaczynają się tam od 140.800 EUR.

Joanna Kaczyńska







Zainwestuj w słonecznym kurorcie

Sandra Samos

19 listopada 2010 15:50, ostatnia aktualizacja 21 listopada 2010 15:53

Za cenę średniej klasy samochodu możemy kupić kawalerkę w egipskim kurorcie.

Ceny nieruchomości zagranicznych są porównywalne do tych w Polsce, a czasami o wiele niższe – mówi Joanna Kaczyńska, dyrektor firmy Nieruchomości Za Granicą. – W Egipcie za 40 tysięcy złotych znajdziemy 34-metrową kawalerkę w Hurghadzie w budowanym obecnie kompleksie w dzielnicy Al-Ahyaa, kilka minut od plaży – mówi Kaczyńska.

W Polsce działa już kilkadziesiąt biur sprzedających nieruchomości zagraniczne głównie w Hiszpanii, Bułgarii i Chorwacji, ale są też ciekawe oferty z USA, Egiptu, a nawet Brazylii. Rocznie dochodzi w Polsce do kilkuset transakcji, z czego ok. 30 proc. stanowią zakupy nieruchomości luksusowych. Pośrednicy oferują także pomoc w załatwieniu wszystkich formalności. W niektórych krajach są one dosyć uciążliwe, np. w Bułgarii trzeba mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą, by kupić nieruchomość.

Zysk dla cierpliwych

Największym zainteresowaniem cieszy się rynek południowoeuropejski, gdzie w dwóch kryzysowych latach ceny spadły o 10 proc. w Grecji i Portugalii, 30-40 proc. w Bułgarii i 20-40 proc. w Hiszpanii. Tam za ok. 300 tys. złotych możemy stać się właścicielami szeregowca w okolicach Alicante, 15 minut spacerem od morza. – To prawda, że ceny w Hiszpanii spadły, ale ponad milion nieruchomości ciągle czeka na nabywców, więc na zyski ze wzrostu wartości mieszkania czy apartamentu w najbliższych latach nie ma co liczyć – ostrzega Bartosz Turek, analityk Home Broker.

Z raportu opracowanego przez portal Global Property Guide wynika z kolei, że z wynajmu hiszpańskich nieruchomości możemy się spodziewać skromnego zwrotu na poziomie 2 proc. wartości nieruchomości rocznie. Grzegorz Gurbała, właściciel Greg-Consulting, przekonuje jednak, że ceny nieruchomości w Hiszpanii kiedyś wzrosną. Jeśli do tego dodać przychody z wynajmu, w dłuższej perspektywie w przypadku zakupu apartamentu w ładnej okolicy niedaleko morza możemy się spodziewać rentowności na poziomie 7,5-9 proc. rocznie. Dlatego nieruchomości zagraniczne powinniśmy traktować jako inwestycję na przynajmniej 5-10 lat.

Wyższe stopy zwrotu można uzyskać w Brazylii, którą kryzys potraktował łagodnie. Wzrost PKB sięga tam 8 proc., a rynek nieruchomości może odnotować nawet 15-proc. wzrost w tym roku. – Dobrze rokują inwestycje na wybrzeżu Atlantyku – ocenia Joanna Kaczyńska. Za 45-metrowy apartament w hotelu będziemy musieli zapłacić ok. 80 tys. dolarów, a za 180-metrowy luksusowy dom 250-260 tys. dolarów.

Ewentualnie wynajem

Dla tych, którzy wolą bliższe lokalizacje, kuszące są nieruchomości w Chorwacji. Ale za apartament w tym kraju czasami trzeba zapłacić nawet więcej niż za podobny w Hiszpanii. – Chorwacja jest jednym z niewielu krajów, gdzie mimo kryzysu ceny nieruchomości nie spadły, a nawet rosną – mówi Grzegorz Gurbała. Za 38-metrowy apartament położony niedaleko plaży w Hvarze trzeba zapłacić ok. 295 tys. złotych.

Jeśli nieruchomość, którą zakupiliśmy, będziemy chcieli przeznaczyć na wynajem, dobrym rozwiązaniem jest przekazanie tych obowiązków wyspecjalizowanej firmie, o którą nietrudno w Hiszpanii, Chorwacji czy Grecji, gorzej w Bułgarii. Będzie to kosztować 15-30 proc. zysku z wynajmu plus czynsz w wysokości od 500 do nawet 2000 euro rocznie przeznaczany na obsługę części wspólnych i opłatę za sprzątanie. Równocześnie jednak niektóre firmy oferują gwarantowany zysk z wynajmu. Na przykład Colonial & Riviera Properties w kompleksie Praia D’El Rey na portugalskim Srebrnym Wybrzeżu oferuje luksusowe wille i apartamenty (ceny od 300 tys. do ok. 3,5 mln euro) położone bezpośrednio na plaży i przez trzy lata gwarantuje 5 proc. rocznego dochodu.

Wydaje się, że nawet bez gwarancji dewelopera pewny jest zysk z wynajmu nieruchomości kupionych w Egipcie, gdzie z roku na rok liczba turystów zwiększa się o 20 proc. To świadczy o potencjale wzrostu wartości zakupionych nieruchomości w najbliższych latach i gwarantuje zyski z wynajmu. Żart – w tym roku nie miałem z czego odłożyć na wakacje, dlatego spędzę je w Egipcie – nabiera zupełnie nowego wymiaru.

Link do artykułu:

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/biznes/zainwestuj-w-slonecznym-kurorcie,68320,1



Domy z widokiem na przyszłość

Alicja Hendler 02-11-2010

Egipt, Kalabria, luksusowe kompleksy turystyczne – tu najlepiej inwestować w egzotyczne, wakacyjne nieruchomości. Ile można dziś na nich zarobić?

Ci, którzy w jesienną słotę zastanawiają się nad inwestowaniem w nieruchomości w słonecznych i atrakcyjnych turystycznie rejonach, mają dziś spory wybór na całym świecie, także w Europie. Wciąż pojawiają się nowe odkrycia inwestorów i deweloperów, szukających nisz, gdzie można w stosunkowo krótkiej perspektywie dobrze zarobić na odsprzedaży, miejsca, w związku z którymi możemy liczyć na długoletnie zyski z wynajmu lub na wielki zarobek, jeśli trochę poczekamy. Karaiby, Floryda, Brazylia, Tajlandia, a może Turcja, Egipt czy Tunezja? Większość zamorskich inwestycji wygląda dziś zachęcająco. Czasami dlatego, że krajom, w których się znajdują, kryzys dał się mocno we znaki, a czasem właśnie przeciwnie – ponieważ prawie ich nie dotyczył.

Na przykład Brazylia nie odczuła kryzysu w dużym stopniu. Dane za drugi kwartał tego roku mówią, że wzrost PKB sięgnie tam 8–9%, a sprzęgnięty z nim wzrost na rynku nieruchomości, który nie przeżył większych spadków i zachowuje się normalnie, wyniesie 15%. Zainteresowanie kupujących koncentruje się głównie na południowej części kraju, położonej nad Atlantykiem. Zwłaszcza na rejonach, z których niedaleko do Rio de Janeiro i São Paulo, ze względu m.in. na bliskość międzynarodowych lotnisk, ale także, przynajmniej ostatnio, z powodu zbliżającego się mundialu w 2014 r. oraz olimpiady w Rio w 2016 r. i spodziewanego napływu kibiców. Apartament w zamkniętym kompleksie turystycznym to wydatek rzędu 80 tys. dolarów. Dom z górnej półki, z basenem, z pięcioma sypialniami w modnej i luksusowej miejscowości Buzios (lubiła ją Brigitte Bardot) kosztuje przeciętnie 250–260 tys. dolarów, ale zwrot z inwestycji w atrakcyjnym rejonie może sięgnąć 15–20% wartości nieruchomości. Dane za drugi kwartał tego roku, dotyczące rejonu São Paulo, mówią o18-procentowym wzroście wartości nieruchomości i 10-procentowym wzroście cen najmu. Górna półka blisko oceanu w luksusowym resorcie to, jak wszędzie, najlepszy i najbezpieczniejszy zakup. Trzeba tylko pamiętać, że koszty dodatkowe związane z nabyciem nieruchomości w kraju samby to około 10% jej pierwotnej ceny. Ta ostatnia może być jednak bardzo niska: Brazylia ma jakieś 7,5 tys. kilometrów plaż, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli nie w celu inwestowania, to po to, by spędzić tu emeryturę.

Nieruchomości na Karaibach, których kryzys raczej nie oszczędził, też w tej chwili mogą być dobrym zakupem. Wyraźnie potaniały, co oznacza, że z czasem zdrożeją i zwrot z inwestycji, szczególnie w domy luksusowe i w tzw. pierwszej linii brzegowej, może być spory. Na Dominikanie kryzys przetrzebił nieco turystów, do tego część kupujących i wypoczywających spłoszyło niedawne trzęsienie ziemi na pobliskim Haiti.

– W rezultacie można tam dzisiaj nabyć apartament tuż przy plaży za 130–135 tys. euro, a nieruchomość postawioną nieco dalej od morza za cenę nawet o 50 tys. euro niższą – mówi Joanna Kaczyńska, dyrektor generalny firmy Nieruchomości za Granicą.

Niedawno inwestorzy odkryli wenezuelską wyspę Margaritę, która uważana jest za bardzo obiecującą z powodu urody krajobrazu, rosnącego ruchu turystycznego i stosunkowo niskich cen nieruchomości.

Jeśli chodzi o USA, to najatrakcyjniejszym chyba kąskiem od lat pozostaje Floryda. Domy staniały tam o 50–80% (im dalej od plaży, tym bardziej), a półwysep jest nimi wręcz zastawiony, więc sprzedający mają konkurencję. Wszystko to sprawia, że można tam teraz kupować naprawdę tanio (w dodatku słabnie dolar). Lepiej jednak uważać na cenowy zawrót głowy i zwracać baczną uwagę na lokalizację. Zdarzają się domy już za 20–30 tys. dolarów, których nie można później wynająć ani odsprzedać. Dom w dobrej lokalizacji, nad samym oceanem, to zdecydowanie większy wydatek, np. 300 tys. dolarów.

Wobec lekkich oznak ożywienia w USA ceny nieruchomości wkrótce powinny zacząć piąć się w górę, choć trudno na razie stwierdzić, ile trzeba będzie poczekać, by uzyskać przyzwoity zwrot z inwestycji.

– Z czasem ceny powinny wrócić do poziomu sprzed spadku, zatem w dłuższej perspektywie z pewnością taka inwestycja jest bardzo opłacalna – podkreśla Joanna Kaczyńska.

Podobnie jak na Florydzie wygląda sytuacja w Panamie, uzależnionej od tego, co się dzieje w nieruchomościach amerykańskich. Inne rejony USA już nie wydają się aż tak atrakcyjne. Na przykład w Kalifornii, w której jest wiele bogatych miast i znacznie mniej nadmorskich willi, domy są droższe, a rynek ciągle jeszcze niezbyt stabilny. Osobnym przypadkiem jest sytuacja w Nowym Jorku, a zwłaszcza na Manhattanie. Tam ceny nieruchomości spadły niewiele, najwyżej o jakieś 10%, a sytuacja jest na tyle zdrowa, że kto kupi np. mieszkanie w bardzo dobrej lokalizacji, nie będzie miał problemu z wynajmem za wysokie stawki ani z zyskowną sprzedażą.

Po drugiej stronie Atlantyku jest jeszcze ciekawiej. Ktoś, kto myśli o zakupie nieruchomości na wynajem w jakimś ciepłym kraju, powinien w tym celu udać się przede wszystkim do Egiptu.

– Można przebierać w ofertach, ponieważ jest tam dużo kompleksów turystycznych w bardzo atrakcyjnych miejscach, a koszty inwestycji są niskie – mówi Joanna Kaczyńska.

Wciąż jeszcze można kupić apartament za 8 tys. funtów (brytyjskich, nie egipskich), choć zwykle kawalerki i małe apartamenty kosztują 15–30 tys. funtów. Potem jednak pozostaje wynajmować je za bardzo dobre pieniądze. Zysk z tego tytułu sięga 7–15% wartości nieruchomości rocznie i jest bardzo dużo ofert z tzw. gwarantowanym zyskiem z wynajmu. Można także liczyć na korzystną sprzedaż po jakimś czasie, ponieważ ceny kupna stale rosną, w niektórych przypadkach nawet o 20–40% w skali roku. Tak wysoki wynik dotyczy jednak wyłącznie najlepszych budynków i lokalizacji, np. pięciogwiazdkowych hoteli. Średni wzrost wartości inwestycji w Egipcie wynosi rocznie około 10–15%.

Inwestorzy często lokują tu pieniądze w przedsięwzięciach deweloperskich we wczesnej fazie realizacji, kiedy wiadomo, że po oddaniu kompleksu do użytku wartość nieruchomości automatycznie wzrośnie. Będąc jej właścicielami, mogą powierzyć swój skarb opiece lokalnej firmy zarządzającej. Według wyliczeń Nieruchomości za Granicą zarządca zwykle pobiera prowizję rzędu 15–30% zysku z wynajmu. Najczęściej klienci płacą coroczny czynsz (od 0,5 tys. do 1 tys. funtów), pokrywający koszty obsługi części wspólnych: sprzątania, wywozu śmieci, zużycia wody (w tym w basenach), ochrony, monitoringu itd. Do tego trzeba doliczyć dodatkową opłatę za sprzątanie samej nieruchomości, którą zresztą można nabyć na odległość, nie ruszając się z Polski. Formalności są bardzo proste, a oferty zwykle odpowiadają realiom.

Według najnowszych prognoz Egipt odwiedzi do 2012 r. około 15 mln turystów, więc nad czym tu się jeszcze zastanawiać?

Chyba że nad niedaleką Tunezją.

– Co prawda w Tunezji jest obecnie w ofercie tylko jeden pięciogwiazdkowy kompleks skierowany do inwestorów zagranicznych, czyli The Dunes Golf and Spa w porcie El Kantaoui, ale gospodarka się rozwija i oczekujemy, że będzie takich ofert coraz więcej – mówi Joanna Kaczyńska. – Kraj jest stabilny, piękny, a zwrot z inwestycji podobny jak w Egipcie.

Do przeszłości natomiast wypada zaliczyć Maroko jako opcję dla inwestorów kupujących na wynajem. Ceny nieruchomości w porównaniu z tymi sprzed czterech czy pięciu lat wzrosły tam aż trzykrotnie i jest drogo, natomiast w ślad za nimi nie poszły ceny najmu.

Skończyła się również bajeczna kariera Dubaju, który okazał się klasyczną bańką inwestycyjną, pokazującą w pigułce, do czego prowadzi owczy pęd w interesach. Kiedy ceny nieruchomości rosły, inwestorzy ustawiali się w kolejkach, żeby kupić ich po kilkanaście naraz. Wielu z nich nie widziało nawet ich planów i w ciemno wpłacało depozyty. – Ceny rzeczywiście pięły się w górę i ci, którzy odsprzedali swoje nabytki pod koniec tej hossy, osiągnęli bardzo duże zyski – mówi Joanna Kaczyńska. – Jednak gdy nastąpił kryzys, bańka pękła i ceny zaczęły spadać. Nadal są dwu-, trzykrotnie wyższe niż na początku tego boomu, ale, mimo wszystko, spadły o około 100% w stosunku do najlepszego okresu.

Obecnie w Dubaju nie ma zbyt wielu chętnych do nabycia nieruchomości. Ci, którzy zarabiają na wzroście ich wartości, nie znajdą tu ciekawej oferty dla siebie, chyba że mają nadzieję na ponowny wzrost cen w przyszłości. Dziś kupują tu inwestorzy, którzy chcą zarobić na wynajmie. To akurat dalej się tu opłaca – mogą liczyć na około 10-procentowy zysk z wynajmu rocznie.

Nadal atrakcyjnym rejonem pozostaje Turcja, głównie ze względu na stabilny wzrost cen nieruchomości i zysków z wynajmu oraz niesłabnące zainteresowanie turystów. Pięciopokojowy szeregowiec w kompleksie turystycznym w popularnym Bodrum kosztuje około 200 tys. euro, a np. penthouse z dwoma sypialniami około 120 tys. euro. Od kiedy w 2003 r. władze zgodziły się na nabywanie domów i ziemi przez cudzoziemców, rozpoczął się deweloperski boom, który ożywił też tamtejszą gospodarkę. Najbardziej popularne prowincje to Muğla i Antalya. Niemniej z Turcji napływają od czasu do czasu niepokojące wieści. Przedstawiciele sektora nieruchomości w tym kraju podają, że aż 70% wartych 2,5 mld euro potencjalnych transakcji zakupu przez cudzoziemców mieszkań, domów czy działek jest odwoływanych z powodu nadmiernej biurokracji. Proces kupna nieruchomości przez obywateli innych krajów trwa zwykle nie krócej niż sześć miesięcy, a czasami nawet dłużej niż rok. Dla porównania, w Brazylii trwa on przeciętnie dwa miesiące, a w najgorszym wypadku – pół roku.

Idąc jeszcze bardziej w głąb Azji, warto zwrócić uwagę na Tajlandię i Indonezję, a szczególnie Bali. Wśród Polaków zainteresowanie tymi rejonami rośnie choćby dlatego, że koszty życia są tam dużo niższe niż u nas, a kupno dobrze wyposażonego domu czy mieszkania za niewygórowaną cenę stosunkowo łatwe. Mały bungalow przy plaży to wydatek rzędu 40–50 tys. euro. Co prawda cudzoziemcom nie wolno w tych krajach kupować nieruchomości na własność, ale dostępna jest dla nich wieczysta dzierżawa, która, zdaniem Joanny Kaczyńskiej, również się sprawdza w tego rodzaju inwestycjach.

Na koniec zawróćmy w stronę Europy, kierując się ku Wyspom Zielonego Przylądka, czyli Cape Verde, których położenie geograficzne jest podobne do położenia Wysp Kanaryjskich. Jest to najnowsze odkrycie inwestorów, łączące w sobie zalety atrakcyjnych turystycznie, egzotycznych terytoriów zamorskich z szybkim, niezbyt drogim i łatwym dostępem za pomocą regularnych lotów czarterowych. W Europie ceny nieruchomości, nawet w nowych krajach UE, są już dość wysokie i deweloperzy szukają nowych rynków, takich właśnie jak Wyspy Zielonego Przylądka – młody kraj, niegdyś należący do Portugalii, ochrzczony mianem Karaibów Europy ze względu na piękną, całoroczną pogodę.

Bez względu na lokalizację ci, którzy zarabiają na nieruchomościach, liczą na rychłe odbicie w górę światowej gospodarki i na jeszcze większe zyski. Ale nawet jeśli kryzys potrwa trochę dłużej, są – jak widać – rejony, w których i teraz można robić dobre interesy.

Modny kierunek: Brazylia

Polacy na razie kupują w tym kraju głownie działki przy plaży lub mieszkania czy wille, w których chcą spędzić emeryturę. Inwestowanie z prawdziwego zdarzenia w domy i apartamenty dopiero przed nami, ale warto sprawdzić, z jakimi dodatkowymi wydatkami się to wiąże, pomijając samą cenę nieruchomości i koszty przelotów od 2 tys. do ponad 4 tys. zł w obie strony. Oto, z czym się jeszcze trzeba liczyć:

– opłaty prawne związane ze sprawdzeniem danej nieruchomości: około 2–3 tys. Zł,

– koszt notariusza: około 1,6% wartości nieruchomości,

– koszt adwokata, który pomoże w transakcji oraz zagwarantuje jej legalność i bezpieczeństwo: około 2–4 tys. zł,

– opłata za wpis do ksiąg wieczystych: 60% opłaty notarialnej,

– podatek od przeniesienia własności nieruchomości – ITBI (Imposto sobre a transmissão de bens imóveis): w zależności od nieruchomości od 2 do 6%.

Orientacyjnie należy przyjąć, że łączna wysokość kwoty związanej z zakupem nieruchomości w Brazylii może wynieść do 10% ceny jej nabycia.

Posiadając już nieruchomość, trzeba opłacać roczny podatek od nieruchomości, tzw. IMI (Imposto Municipal Imóveis). Wynosi on od 0,2 do 1,3% wartości nieruchomości, przy czym liczy się go od znacznie niższej ceny szacowanej, a nie od faktycznej wartości rynkowej.

Źródło: Matic Estates

A może Europa?

Zaletą Europy jest to, że wszędzie tu blisko, a przepisy są jasne. Do tego pełna jest pięknych, ciepłych zakątków, z których wiele jest odkrywanych przez inwestorów dopiero teraz.

Powalającą atrakcją pod względem lokowania pieniędzy w nieruchomości turystyczne, również w skali światowej, są dziś Włochy, szczególnie Kalabria. Koszty zakupu na tym południowym krańcu Półwyspu Apenińskiego są co prawda wyższe niż np. w bezkonkurencyjnym Egipcie, ale oferta jest i tak bardzo ciekawa. – Nie ma tu prawie tzw. bazy noclegowej. Kto ma dom czy mieszkanie, bez trudu je wynajmie za wysoką cenę na długie wakacyjne miesiące – wyjaśnia Joanna Kaczyńska.

Roczny zysk z wynajmu nieruchomości sięga tu 10–15% ich wartości. Ceny zakupu w Kalabrii zaczynają się już od 50–60 tys. euro i są 3–4 razy niższe niż np. w Toskanii. Inwestorzy spodziewają się, że za kilka lat ta różnica zniknie, a oni na tym dobrze zarobią. Nie obawiają się też tutejszej mafii, która za sprawą nowych, zwalczających ją przepisów straciła impet i przenosi interesy gdzie indziej.

Kolejny europejski hit to pięciogwiazdkowy hotelowy resort Halcyon Hills, jedyny taki na wyspie Samos. Choć Grecja pogrążona jest w kryzysie, tu ceny pną się w górę co kilka miesięcy, ponieważ potężny kompleks jest jeszcze w budowie. Dostał też dofinansowanie z UE, co pomoże ożywić cały region.

Inna „ziemia obiecana” to południowy, nadmorski pas Francji, między Lazurowym Wybrzeżem a Pirenejami, w okolicach Montpellier. Turyści chętnie tu zaglądają, a domy, często bardzo blisko plaży, są trzykrotnie tańsze niż na słynnym Côte d’Azur. W dodatku państwo francuskie stworzyło tzw. oferty leaseback, gwarantujące zysk z najmu w wysokości 3–5% rocznie przez dziewięć lat. Rząd pokrywa też koszty 19,6% VAT.

I wreszcie Paryż. Nie jest co prawda nadmorskim kurortem, ale pozostaje niepokonaną mekką turystyczną i biznesową. Ceny nieruchomości i wynajmu cały czas tu rosną, można więc liczyć na wysoki zarobek bez względu na to, jaką strategię inwestowania się przyjęło. Pojawiły się również ciekawe oferty turystyczno-biznesowe na obrzeżach Rzymu, blisko morza. Kolejnym miastem, którego atrakcyjność pod tym względem rośnie, jest Barcelona.

Natomiast prawie cała reszta Hiszpanii przestała być interesująca. Ceny nieruchomości spadły tam o 50–60% i – poza nielicznymi wyjątkami – nie rosną. Niskie są również ceny wynajmu. Obronną ręką wyszły jedynie najbardziej ekskluzywne kompleksy turystyczne, przede wszystkim Costa del Sol, czyli przepiękne okolice Marbelli i Malagi w Andaluzji. Dziś Hiszpania to dobre miejsce na niezbyt drogie zakupy dla osób, które nie myślą o nieruchomościach jak o inwestycji, tylko chcą mieć dom na wakacje.

Najlepsze miejsca…

… na zakup nieruchomości pod wynajem: Egipt, Kalabria (Włochy), Tunezja, Grecja i Francja. W Egipcie, Francji i Grecji występują oferty z gwarantowanym zyskiem z wynajmu. Najwięcej jest ich w Egipcie.

… na zakup nieruchomości w oczekiwaniu na zwyżkę ich cen: Kalabria (Włochy) i pięciogwiazdkowe resorty hotelowe.

… z wysokim zwrotem z inwestycji: Kalabria (Włochy), Egipt i resorty pięciogwiazdkowe, jak np. Halcyon Hills w Grecji.

Źródło: Nieruchomości za Granicą


Link do artykułu:

http://www.rp.pl/artykul/80546,555782-Egzotyczne-apartamenty.html



Okazje w Hiszpanii i Egipcie

Dorota Kaczyńska 21-06-2010, ostatnia aktualizacja 21-06-2010 04:11

Nawet o połowę mniej niż dwa lata temu kosztują mieszkania w Hiszpanii. Najbardziej atrakcyjne cenowo są oferty nieruchomości przejętych przez banki. W Egipcie deweloperzy gwarantują zyski z najmu

– Dziś zagraniczne propozycje mogą okazać się tańsze od ofert w polskich kurortach. Młodzi ludzie szukają więc okazji w takich krajach, jak: Egipt, Tunezja, a nawet Włochy czy Hiszpania – zapewnia Joanna Kaczyńska, dyrektor generalny firmy Nieruchomości za Granicą.

O 40 – 50 proc. taniej jest w Hiszpanii niż w czasie boomu w ostatnich latach. Najlepsze ceny mają nieruchomości, które banki przejęły z powodu niespłacania kredytu. Np. szeregowiec w atrakcyjnej turystycznie miejscowości można kupić już za 80 tys. euro. (ok. 320 tys. zł). Przedstawiciele firmy Casa en Sol, pośredniczącej w kupnie lokali w Hiszpanii, obserwują znaczny wzrost aktywności polskich inwestorów na tym rynku.

– Hiszpanie, będący pod presją kredytową, a także inwestujący tam od lat Brytyjczycy, dla których obecna relacja kursu euro do funta jest bardzo zachęcająca do finalizacji inwestycji w euro, masowo decydują się sprzedawać swoje domy i apartamenty. Oczywiście powoduje to znaczący spadek wartości nieruchomości. Ceny domów w ciągu ostatnich dwóch lat spadły o ok. 30 – 50 proc. – tłumaczy Małgorzata Wargocka z Casa en Sol. Także zwraca uwagę, że część nieruchomości, w tym nowych inwestycji, została przejęta przez banki, które chcąc upłynnić niechciany majątek, są dość elastyczne w negocjacjach cenowych. – Z reguły najlepiej negocjuje się z deweloperami i bankami, a trudniej z właścicielami nieruchomości z rynku wtórnego. Cena ostateczna zależy również od specyfiki samej nieruchomości. W przypadku domu za milion euro negocjacje zaczynają się od dużych rozbieżności między stronami – tłumaczy Wargocka. Natomiast w przypadku tanich i popularnych apartamentów obniżka wyniesie więcej niż 5 –10 proc.

Mimo kłopotów finansowych Greków, ceny nieruchomości nie spadły znacząco. – Np. w pięciogwiazdkowym resorcie na wyspie Samos – Halcyon Hills apartamenty kosztują ok. 120 tys. funtów (ok. 600 tys. zł), a wille – 900 tys. funtów (ok. 4,5 mln zł). Natomiast udział w nieruchomości kosztuje co najmniej 23 tys. funtów (ok. 115 tys. zł) – opowiada Kaczyńska.

Doskonałym miejscem na tanie zakupy jest natomiast Egipt, gdzie można kupić kawalerki czy 2-, 3-pokojowe apartamenty za 15 – 30 tys. funtów, czyli za ok. 75 – 150 tys. zł.

– Najczęściej klienci kupują lokale o pow. 45 – 60 mkw., przeznaczając na transakcję 56 – 110 tys. euro (ok. 230 – 450 tys. zł). Jeśli decydują się na dom, szukają wśród ofert o pow. 100 – 200 mkw. za 160 – 350 tys. euro (ok. 656 tys. – 1,5 mln zł) – wylicza Grzegorz Gurbala, szef firmy Greg-Consulting. Dodaje, że pojawiają się także osoby chętne na nieruchomość za ponad 500 tys. euro (ok. 2 mln zł).

Za granicą, podobnie jak w Polsce, na pewne upusty może liczyć ten klient, który ma ze sobą całą gotówkę przy podpisaniu umowy. – W takiej sytuacji w Egipcie można liczyć na 15 proc. obniżki, w Hiszpanii – na ok. 10 proc. a we Włoszech uzyskamy ok. 5-proc. rabat – wylicza Kaczyńska.

Możliwości inwestowania za granicą

>> W Egipcie deweloperzy gwarantują nawet 10-proc. roczne zyski z najmu nieruchomości. Np. w hotelu-apartamentowcu w Sahl Hasheesh nabywcy mają w umowie gwarancję zysku z najmu 7 proc. rocznie, co daje zwrot kosztów kupna w ciągu ok. 14 lat. W przypadku lokali w apartamentowcu Hurghada Dreams, kupujący ma pięć lat gwarancji na 8-proc. roczny zysk. Wzrost średniej wartości nieruchomości: 10 – 15 proc. w skali roku.

>> W Grecji również można liczyć na wzrost wartości nieruchomości. Np. w kompleksie Halcyon Hills, deweloper gwarantuje odkupienie nieruchomości od klienta w ciągu pięciu lat od zakończenia budowy w wysokości 150 proc. ceny, którą zapłacił klient.

>> W Hiszpanii, kupując nieruchomość, należy liczyć się z tym, że wzrost jej wartości nastąpi dopiero za kilka lat. Warto tu natomiast kupić mieszkanie na własny użytek, bo ceny są obecnie nawet o 50 proc. niższe niż dwa lata temu. Można również liczyć na zysk z wynajmu – ok. 10 proc. w skali roku.

>> W Dubaj na szybki wzrost wartości nieruchomości nie należy liczyć. Natomiast zyski z najmu apartamentów mogą sięgnąć nawet 10 – 12 proc. rocznie.

źródło: Nieruchomości Za Granicą

Link do artykułu:

http://www.rp.pl/artykul/254103,497039_Okazje_w_Hiszpanii_i_Egipcie.html





Nieruchomości: Zagraniczne rynki kuszą

13.01.2010 09:39 środa

Zakup nieruchomości za granicą nadal postrzegany jest jako nieosiągalny luksus, podczas gdy w wielu krajach świata nieruchomości są dużo tańsze niż w Polsce. Jak wygląda sytuacja na rynku nieruchomości zagranicznych? Hiszpania, Egipt czy Dubaj? Które kierunki najczęściej zachęcają inwestorów z Polski? W które można śmiało inwestować, a których się wystrzegać?

„Miejsca na ziemi nie przybywa, dlatego ceny nieruchomości tylko czasem tanieją, ale tak naprawdę stale powoli rosną” mawiają z optymizmem ludzie z branży deweloperskiej. Nieruchomości zagraniczne są ciągle jeszcze nowym tematem, ale w ostatnim czasie stają się coraz ciekawszą alternatywą dla inwestorów z Polski. Co więcej, zdarza się, że klienci często mają za mało pieniędzy, aby zakupić nieruchomość w Polsce i wtedy decydują się na zakup nieruchomości za granicą.

W Polsce zakup nieruchomości za granicą jest nadal postrzegany jako luksus, podczas gdy w wielu krajach nieruchomości są dużo tańsze niż w Polsce. Chociażby w Egipcie można już zakupić nieruchomość od ok. £15.000, a w Hiszpanii lub we Włoszech ceny są porównywalne do polskich – mówi Joanna Kaczyńska z Nieruchomości za Granicą.

Jak pokazują ostatnie wydarzenia na rynku, kryzys nie ominął również i tego segmentu inwestycyjnego. - Obserwujemy, że klient z mniej zasobnym portfelem, który czasem kredytował zakup wymarzonej nieruchomości teraz powstrzymuje się od zakupu, ale nadal widzimy, że pomimo tzw. kryzysu mamy transakcje za 250 tys. EUR, 370 tys. EUR i więcej – mówi Grzegorz Gurbala z firmy Greg-Nieruchomości.

Generalnie spadek tempa wzrostu cen nieruchomości odnotowano na wszystkich rynkach europejskich. Jeśli chodzi o nieruchomości na Cyprze czy w Grecji, sytuacja wygląda analogicznie. –W I kwartale 2009 roku deweloper, z którym współpracujemy zanotował spadek liczby sprzedaży nieruchomości w Bułgarii, Grecji i na Cyprze, natomiast, II i III kwartał były lepsze od I. Niewątpliwie trudniej w roku 2009 było klienta pozyskać oraz zachęcić go do zakupu nieruchomości. Z pewnością wymagało to trochę więcej wysiłku – przyznaje Justyna Muraszko z Royal Properties.

Na rynku wciąż jednak można spotkać wiele okazji cenowych i atrakcyjnych kierunków inwestycyjnych. - Najtańszy jest Egipt, gdzie ceny zaczynają się od £ 15.000. We Włoszech, w Kalabrii można zakupić nieruchomość już od EUR 50.000. W Hiszpanii ceny za mniejsze nieruchomości są podobne. Można znaleźć również i takie oferty, gdzie szeregowce w Hiszpanii na Costa Blanca kosztują tylko EUR 85.000 i to w bliskiej odległości od plaży – przyznaje Kaczyńska.

Średnie ceny nieruchomości za mkw w poszczególnych krajach

Hiszpania

1500-2500 EUR/m2

Portugalia

1500-2000 EUR/m2

Francja

2800-3200 EUR/m2

Włochy

2000-3000 EUR/m2

Chorwacja

1600-2200 EUR/m2

Grecja

1500-2200 EUR/m2

Cypr

2000-2400 EUR/m2

Bułgaria

900-1800 EUR/m2

Źródło: Greg-Nieruchomości

Hiszpania wiedzie prym

Właśnie w Hiszpanii Polacy kupują najwięcej nieruchomości. Kraj ten przyciąga zarówno niskimi cenami, jak też rozwiniętym systemem zarządzania nieruchomościami. - Kryzys na rynku hiszpańskim jest najbardziej odczuwalny i ceny nieruchomości przejętych przez bank sięgają dziś nawet 40-60% cen z przełomu 2007/2008 roku, stąd ta - nadal spora - ilość transakcji – dodaje Gurbala.

- Ceny powinny w niedługim czasie zacząć rosnąć, ale nie osiągną już prawdopodobnie tych ze szczytu tj. 2006/2007 roku, ale dziś możemy spotkać naprawdę sporo okazji, apartament 1000-1200m2 na wybrzeżu Costa Blanca można nabyć już naprawdę tanio – przyznaje Grzegorz Gurbala.

- W obecnej chwili mamy ponad tysiąc nieruchomości w naszej bazie danych, wiele z nich zostało przejęte przez banki. Czasem też właściciele są zdesperowani i chcą sprzedać nieruchomość jak najszybciej. W takiej sytuacji można znaleźć niesamowite okazje i ceny o 40-60% niższe niż 2-3 lata temu – mówi Kaczyńska.

Zmierzch Dubaju?

Dubaj był ciekawą ofertą dla inwestorów wówczas, gdy gospodarka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich kwitła. Miasto kusiło perspektywą dużych zysków, ściągając przedsiębiorców i inwestorów z całego świata. W chwili obecnej odczuwalny jest poważny kryzys na tym rynku. -Kiedyś, a dokładnie w latach 2003-2004, inwestorzy kupowali w Dubaju jednego dnia nieruchomości, czasami całe piętra, a nazajutrz odsprzedawali je trzykrotnie drożej – mówi Joanna Kaczyńska. Te czasy minęły i obserwując tamtejszy rynek widać na nim bardzo wyraźnie skutki zawirowań gospodarczych. - Dubaj, to mit, który niestety już runął po ogłoszeniu przez szejków arabskich niemożności spłacenia w terminie ogromnego kredytu. Niestety ceny w Dubaju spadają drastycznie i myślę, że nieprędko będzie tam lepiej na rynku nieruchomości – mówi Justyna Muraszko. Podobnego zdania jest również Grzegorz Gurbala, który przyznaje, że maleje popyt na nieruchomości w Dubaju. Ceny na tym rynku zaczęły drastycznie spadać, sięgając około -30% do cen z początku 2008 roku.

Nie wszystko jednak stracone. -Oczywiście, tam gdzie jest kryzys, również można znaleźć „okazje”, tańsze nieruchomości znajdziemy też w Dubaju. Gdy inwestor liczy na wzrost wartości w przyszłości, powinien zdecydować się na kupno teraz, gdy ceny są tak niskie.. Oczywiście nie należy liczyć na wzbogacenie się na tej nieruchomości w ciągu 2 tygodni lub nawet kilku miesięcy – przyznaje Joanna Kaczyńska.

Modne kierunki

Atrakcyjnych kierunków nie brakuje. Ostatnio szczególnie modne stały się kurorty w Chorwacji, Bułgarii czy w Egipcie. -Chorwacja, której rynek nieruchomości pomimo światowego kryzysu utrzymuje nadal minimalnie wzrostowy trend, a perspektywa wejścia do Unii Europejskiej i coraz bardziej liberalne prawo także w nabywaniu nieruchomości przez obcokrajowców powinno owocować większym popytem, a tym samym dalszym wzrostem cen – przyznaje Gurbala.

W Egipcie można zakupić nieruchomość na własność kilkakrotnie lub kilkunastokrotnie taniej niż w krajach Unii Europejskiej. -Egipt jest znakomitą opcją dla inwestorów o mniejszym budżecie. Tutaj również są nieruchomości z gwarancją wynajmu. Przykładowo, posiadamy w ofercie nieruchomości w 5* Hotelu z dożywotnią gwarancją zysku 7% rocznie. Jest to również doskonała opcja dla tych, którzy chcą również korzystać z tej nieruchomości. Właściciel może mieszkać w niej darmowo 4 tygodnie w roku, ciągle otrzymując zysk z wynajmu 7% (wartości nieruchomości) rocznie – mówi Kaczyńska.

Ciekawą opcją jest Bułgaria. W dalszym ciągu jest ona stosunkowo tania. 1 mkw mieszkania położonego na Słonecznym Brzegu kosztuje średnio od 1200 do 2500 EUR. -Ceny nie spadły, są na takim samym poziomie jak w zeszłym roku, natomiast w najlepszych lokalizacjach - jak Słoneczny Brzeg czy Warna – utrzymują trend wzrostowy – mówi Justyna Muraszko.

Amerykańskie domy na sprzedaż

Silne zawirowania gospodarcze wpłynęły na gwałtowne zmiany cen, popytu i podaży na amerykańskim rynku nieruchomości. To dobre czasy dla zagranicznych inwestorów, którzy na tym rynku zdecydują się ulokować swój kapitał. Zniżki, na jakie możemy liczyć w stosunku do pierwotnych cen nieruchomości sięgają nawet 60 proc.

W przypadku amerykańskich nieruchomości najważniejsza jest lokalizacja. -Jest to wynikiem tego, że przykładowo na Florydzie można znaleźć dom w dobrej lokalizacji za np. USD 300.000 i bardzo podobny dom, w gorszej lokalizacji za połowę tej ceny. Inwestorów często zachęcają tak niskie kwoty jednak później dom w gorszej lokalizacji trudniej jest wynająć lub odsprzedać, dlatego zawsze należy dowiedzieć się, czy lokalizacja jest popularna – radzi Joanna Kaczyńska.

Młode rynki wchodzą do gry

Inwestowanie w krajach o dużym potencjale wzrostowym, jak np. Albania, Rumunia może przynieść duży zysk, ale jednocześnie związane jest z większym ryzykiem. Niejednokrotnie są to kraje rozwijające się, dlatego czasami na owoce inwestycji trzeba czekać wiele lat. Niewielu inwestorów się na to decyduje. -Z doświadczenia wiemy, że większość inwestorów woli inwestycje, które dają zysk od razu, np. poprzez gwarancję wynajmu lub mają ogromny potencjał inwestycyjny, np. pokoje hotelowe. W Polsce jest jednak małe zainteresowanie takimi krajami – mówi Joanna Kaczyńska.

W stronę egzotyki

Przed inwestorami na rynku nieruchomości zagranicznych świat stoi otworem. Modne stają się odległe azjatyckie zakątki, dynamicznie rozwijające się kraje Ameryki Południowej czy nieodkryte dotąd wyspy archipelagu Karaibów.

Ostatnio popularnym kierunkiem inwestycyjnym stała się Brazylia, jako najsilniejszy gospodarczo kraj Ameryki Południowej. Szczególnie atrakcyjne są mieszkania hotelowe w dużych kompleksach wakacyjnych. Poszukiwane są szczególnie luksusowe apartamenty na wybrzeżu. Koszty zarządzania i utrzymania takich nieruchomości są dużo niższe od europejskich. Innym egzotycznym kierunkiem jest Margarita - jedna z wysp archipelagu Karaibów, odkryta całkiem niedawno przez inwestorów. Obszar ten uznaje się za szczególnie perspektywiczny. Motorem napędzającym wzrost wartości nieruchomości na tej wenezuelskiej wyspie ma być wzrastający ruch turystyczny. Do bogatych walorów krajobrazowych dochodzą stosunkowo niskie ceny nieruchomości. Domy i mieszkania można nabywać na własność właściwie bez żadnych ograniczeń.

Różowa wizja przyszłości?

Coraz więcej klientów dowiaduje się od swoich znajomych o często tańszych od krajowych nieruchomościach zagranicznych. Jak zauważa Joanna Kaczyńska, w Wielkiej Brytanii posiadanie nieruchomości za granicą to swego rodzaju „styl życia”, tzw. lifestyle. Prognozuje się, że w ciągu najbliższych 5 lat ok. 2 mln osób ma tam zamiar zakupić nowe nieruchomości za granicą. -Sądzę, że w Polsce posiadanie zagranicznych nieruchomości również stanie się pewnego rodzaju stylem życia i nie tylko inwestorzy będą posiadali wiedzę na ten temat, ale zwykli ludzie, którzy w ten sposób zechcą spełniać swoje marzenia – przyznaje Kaczyńska. W dalszym ciągu jest to segment odkrywany dopiero przez inwestorów z Polski. -Stosunkowo niewielu Polaków nabywa nieruchomości za granicą. Jest to dla nas temat dość obcy i wzbudzający nieufność, ale myślę, że tak jak Skandynawowie, my również przekonamy się do tego typu inwestycji i liczba zakupionych nieruchomości za granicą będzie stale rosła – podsumowuje Justyna Maruszko.

Jak zauważa Gurbala rynek nieruchomości zagranicznych w perspektywie najbliższych kilku lat czeka rozwój i powolny wzrost cen. -Świadczą o tym sygnały o kończącym się kryzysie i stałe bogacące się społeczeństwo krajów europejskich, w tym także Polaków. Stare powiedzenie ludzi z branży mówi o tym, że w dłuższej perspektywie czasowej nieruchomości to zawsze dobra inwestycja, bo miejsca na ziemi nie przybywa, dlatego ceny nieruchomości tylko czasem tanieją, ale tak naprawdę stale powoli rosną – podsumowuje Grzegorz Gurbala.

Anna Niemczycka

Inwestycje.pl

Link do artykulu:

http://www.inwestycje.pl/nieruchomosci/zagraniczne_rynki_nieruchomosci/nieruchomosci__zagraniczne_rynki_kusza_;79186;0.html  

Ten sam artykuł pojawił się również na portalu interia.pl biznes.

http://biznes.interia.pl/news/dom-za-granica-wciaz-nieosiagalny-luksus,1424079








Nieruchomości ciągle dają zarobić

Nie stać Cię na zakup mieszkania w Polsce? Być może warto rozejrzeć się za granicą. W wielu krajach świata są one tańsze niż w Polsce. Warto wiedzieć, gdzie inwestować, a których rynków się wystrzegać. Dziś, gdy świat podnosi się z recesji, na rynku nieruchomości roi się od cenowych okazji. A wszelkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, że rynek nieruchomości zagranicznych w perspektywie najbliższych kilku lat czeka rozwój i powolny wzrost cen.

Wśród popularnych kierunków najtańszy jest Egipt, gdzie ceny zaczynają się od 15 000 funtów. We Włoszech, w Kalabrii można zakupić nieruchomość już za 50 000 euro. W Hiszpanii ceny za mniejsze nieruchomości są podobne, ale można znaleźć perełki, na przykład szeregowce na Costa Blanca w cenie 85 tysięcy euro.

Krach mitu Dubaju

Kilka lat temu, w czasach rozkwitu gospodarki Zjednoczonych Emiratów Arabskich, szaleństwo przeżywał rynek nieruchomości w Dubaju. O transakcjach na tym rynku krążyły legendy.

W latach 2003-2004, inwestorzy kupowali w Dubaju jednego dnia nieruchomości, czasami całe piętra, a nazajutrz odsprzedawali je trzykrotnie drożej – wspomina Joanna Kaczyńska z Nieruchomości za Granicą.

Mit Dubaju runął wkrótce po tym, kiedy szejkowie arabscy ogłosili niemożność spłacenia w terminie ogromnego kredytu. Ceny nieruchomości gwałtownie zanurkowały, dziś są 30% niższe niż początku 2008 roku. Nie warto liczyć na szybkie odbicie, ale dla odważnych inwestorów znajdą się okazje. Oczywiście, trzeba zapomnieć o szybkich zyskach i na zwrot z inwestycji poczekać kilka lat.

Najwięcej nieruchomości Polacy kupują w Hiszpanii. Zaletami tego rynku są niskie ceny oraz rozwinięty system zarządzania nieruchomościami. Duża liczba transakcji wynika ze sporych przecen. Kryzys na rynku hiszpańskim jest najbardziej odczuwalny. Ceny nieruchomości przejętych przez bank są niższe nawet o 40-60% w stosunku do tych sprzed 2-3 lat.

Ceny powinny w niedługim czasie zacząć rosnąć, ale nie osiągną już prawdopodobnie tych ze szczytu, czyli 2006/2007 roku. Dziś możemy spotkać naprawdę sporo okazji, na przykład na wybrzeżu Costa Blanca – podkreśla Grzegorz Gurbala z firmy Greg-Nieruchomości.

Bułgaria tania jak nigdy

Ale Polacy szukają nieruchomości nie tylko na Półwyspie Iberyjskim. W ostatnim czasie popularność zdobywają kurorty w Chorwacji, Bułgarii czy w Egipcie.

Sytuacja w Chorwacji jest ewenementem, ponieważ wbrew temu co dzieje się na całym świecie, ceny nieruchomości cały czas minimalnie rosną. Kraj ten wyróżnia także coraz bardziej liberalne prawo w nabywaniu nieruchomości przez obcokrajowców. W połączeniu z pespektywą integracji z Unią Europejską powinno to przynieść większy popyt, a co za tym idzie – wzrost cen nieruchomości.

Egipt z kolei polecany jest inwestorom o skromniejszych możliwościach finansowych. Można tam zostać właścicielem nieruchomości za cenę kilku-, kilkunastokrotną niższą niż w Europie.

Tutaj również są nieruchomości z gwarancją wynajmu. Przykładowo, posiadamy w ofercie nieruchomości w 5-gwiazdkowym hotelu z dożywotnią gwarancją zysku 7% rocznie. Jest to również doskonała opcja dla tych, którzy chcą również korzystać z tej nieruchomości. Właściciel może mieszkać w niej darmowo 4 tygodnie w roku, ciągle otrzymując zysk z wynajmu 7% wartości nieruchomości rocznie – wyjaśnia Joanna Kaczyńska.

Bardzo atrakcyjne ceny nieruchomości znajdziemy w Bułgarii. Średnia cena metra kwadratowego waha się tam pomiędzy 900 a 1800 euro. Za metr kwadratowy mieszkania usytuowanego na Słonecznym Brzegu zapłacimy średnio 1200 do 2500 euro. Podobnie jak w Chorwacji ceny nie spadają, a w najlepszych lokalizacjach – jak Słoneczny Brzeg czy Warna – cały czas rosną.

W Europie jest cała grupa rynków o dużym potencjale wzrostowym, jak np. Albania czy Rumunia. Inwestowanie w tych krajach może przynieść duży zysk, ale związane jest z większym niż gdzie indziej ryzykiem. Niejednokrotnie są to kraje rozwijające się, dlatego czasami na owoce inwestycji trzeba czekać wiele lat. Niewielu inwestorów się na to decyduje.

Z doświadczenia wiemy, że większość inwestorów woli inwestycje, które dają zysk od razu, np. poprzez gwarancję wynajmu lub mają ogromny potencjał inwestycyjny, np. pokoje hotelowe. W Polsce jest jednak małe zainteresowanie takimi krajami – zaznacza Joanna Kaczyńska.

Coś dla odważnych

W Stanach pompowanie bańki spekulacyjnej podsycane było przez nieodpowiedzialną politykę kredytową banków. Pożyczkę hipoteczną mógł dostać niemal każdy. Gdy przyszła recesja i zaczęło rosnąć bezrobocie, okazało się że wielu kredytobiorców nie jest w stanie płacić rat i woli oddać dom bankowi. Efekt? Dobre czasy dla zagranicznych inwestorów, którzy na tym rynku zdecydują się ulokować swój kapitał. Zniżki, na jakie możemy liczyć w stosunku do pierwotnych cen nieruchomości sięgają nawet 60%.

Pamiętajmy jednak, że w przypadku amerykańskich nieruchomości bardziej niż na rynkach europejskich liczy się lokalizacja.

Wynika to z tego np. na Florydzie można znaleźć dom w dobrej lokalizacji za np. 300 tysięcy dolarów i bardzo podobny dom, w gorszej lokalizacji za połowę tej ceny. Inwestorów często zachęcają tak niskie ceny, jednak później dom w gorszej lokalizacji trudniej jest wynająć lub odsprzedać, dlatego zawsze należy dowiedzieć się, czy lokalizacja jest popularna – radzi Joanna Kaczyńska.

Na koniec warto wspomnieć o ofercie nieco bardziej egzotycznej. Polscy inwestorzy docierają powoli do odległych krajów Azji, Ameryki Południowej czy wysp archipelagu Karaibów.

Zdaniem ekspertów, duża przyszłość przed rynkiem nieruchomości w Brazylii, najsilniejszego gospodarczo kraju Ameryki Południowej. Warto zwłaszcza zwrócić uwagę na mieszkania hotelowe w dużych kompleksach wakacyjnych. Najbardziej atrakcyjne są luksusowe apartamenty na wybrzeżu. Koszty zarządzania i utrzymania takich nieruchomości są dużo niższe od europejskich.

Ciekawym kierunkiem jest też Margarita, jedna z wysp archipelagu Karaibów, przez inwestorów odkryta stosunkowo niedawno. Bodźcem do wzrostu cen nieruchomości na tej wenezuelskiej wyspie ma być wzrastający ruch turystyczny. Margarita kusi urokiem plaż, ale i niskimi cenami nieruchomości. Domy i mieszkania można nabywać tam na własność właściwie bez żadnych ograniczeń.

Źródło: wynajem.pl.

Link do artykułu:

http://www.nadajemy.ie/artykul/id/1364/Nieruchomosci-ciagle-daja-zarobic.html

Ten artykuł pojawił się również na portalu hotmoney.pl.

http://www.hotmoney.pl/artykul/nieruchomosci-ciagle-daja-zarobic-11426